Absurdalnie, ale sensownie

Zainspirowani limerykami Szymborskiej, Chotomskiej, Leara oraz kilkoma znalezionymi w sieci, szóstoklasiści napisali własne. Oto one:

Był sobie piłkarz Nakagawa,
potężny rzeźnik jak Kagawa.
Niszczył inne kluby jak nikt,
to jest niepodważalny mit.
Tłumaczył się: „To była kawa!”

Andrzej

Pewna pani w USA
poszła do dobrego SPA
Jesień trwała,
przeczytała,
że zamknięte od lata.

Hanna

Żyła raz sobie Konina w Koninie,
co jadła pyszne dynie.
Jadała też inne potrawy,
nie licząc zielonej trawy
opakowanej w piękne naczynie.

Antonina

Pewien Stanisław Nowy z Nowego Jorku
stanął dzisiaj w korku
Udał się potem do fryzjera
I ostrzygł się „na kuriera”.
Nie kupił kota w worku.

Stanisław

Za górami, za pięknym Czarnym Lasem,
Żył raz sobie Pan z bardzo wielkim psem.
Co dzień rano na śniadanie
wchłaniał białe mleko w dzbanie
I przez to właśnie zwiększa sobie masę.

Piotr

Żył raz sobie Żabol w Żabolowie,
Który miał serce atłasowe.
Kochał żonkę Żabinkę,
kochał córkę Malinkę.
Podarował im więc cukierki kryształowe.

Zosia
Był raz sobie pan Nowak z Niewolna
Co często do kieliszka zaglądał
Kiepsko pracował,
Kiepsko się wychował.
Jego żona nie była wolna…

Franciszek

Wczoraj byłem w Warszawie,
Bo lubię leżeć na trawie.
Przyszła zima,
Trawy ni ma.
To był koszmar na jawie.

Jan

Pewien ptaszek z Nieba
chcąc zjeść trochę chleba,
poszedł do piekarni,
a wpadł do ptaszarni.
Tego mu było potrzeba.

Jakub

Żył raz pan Ropuch w Błotnistym Stawie,
Co się zakochał w cmentarnej zjawie.
Co dzień widywać ją chciał,
Ale problem z tym duży miał,
Bo nie widać jej było na jawie.
pani Dorota